niedziela, 2 lutego 2014

Kac morderca

...zawitał dziś do mojego domu. Właściwie wprosił się, bo nikt go tu nie chciał, ale cóż takie są skutki...

 Mieliśmy wczoraj spotkać się ze znajomymi. Nic z tego nie wyszło, więc jak przystało na przyszłe małżeństwo spędziliśmy miły wieczór we dwoje. Z pizzą, 5 sezonem House'a (oglądamy już po raz drugi - kocham ten serial) winem i sokiem o smaku mohito <3 . Było pysznie, zabawnie i upojnie. A jako, że ja do często pijących nie należę, mohito uderzyło mi do głowy szybciej niż myślałam (sierota). Później poszło już z górki... śmiechy, hihy, helikopter w mojej głowie i słodki sen - przerwany nad ranem bólem brzucha, bolącą głową i suszą w ustach. No to sobie pospałam - pomyślałam, ale mój kochany mąż zrobił mi miętową herbatę, która okazała się być zieloną z cytryną - nieważne, pomogła na brzuch:) Obyło się bez modlitw go sedesu, brzuch na obecną chwilę odpuszcza, wiec chyba i kac morderca powoli odchodzi, wesoło machając rączkami. Nie odmacham mu, bo mam uraz do mohito chyba aż do wesela...



To miłej niedzieli moje drogie! Uciekam przytulać się do kołdry i wypić gorący kubek. Paaaaa

6 komentarzy:

  1. U mnie na kaca (a dokładnie na dolegliwości żołądkowe) najlepiej sprawdza się kefir - przechodzi od razu :) Choć niektórym już na samą myśl o kefirze robi się niedobrze. Kuruj się i miłej niedzieli :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie:):*