piątek, 25 stycznia 2013

A zaczęło sie od...

Ach! Przede mną w końcu kilka dni wytchnienia!. Przez ostatnie 3 tygodnie ledwo łapałam zakręty. Wydarzyło się dużo - nawet więcej niż oczekiwałam i planowałam. W pierwszym tygodniu miałam cyrk na architekturze wnętrz - owszem, bardzo lubię zajmować się układem funkcjonalnym i takimi tam, ale jak czegoś jest za dużo, to bardzo łatwo można to znienawidzić, a przynajmniej mieć tego dosyć przez najbliższy miesiąc (u mnie opcja druga jest nadal uskuteczniana!). 
     Po tygodniu katorgi z projektami i rysunkami nastał (jak początkowo sądziłam) tydzień wytchnienia.... haha jak bardzo się myliłam! Od listopada planowaliśmy kupić dla mnie samochód. Ale coś nam strzeliło do głowy i stwierdziliśmy nagle z moim Sebkiem, że jak kupować samochód to nie ma na co czekać i trzeba go kupić teraz, JUŻ i kropka. A więc zaczęliśmy szukać bardzo intensywnie. A, że ja się na samochodach kompletnie nie znam to wszystkie obowiązki, poszukiwania, załatwiania itp. zwaliłam na Sebka - był wniebowzięty - w końcu samochody to jego druga miłość:). A więc zaczęliśmy jeździć: najpierw Lublin, później Radom a na końcu Warszawa i to wszystko w ciągu 2 dni! Spałam po kilka godzin, a na następny dzień do pracy, na uczelnie, do nauki i czas wolny mówiąc kolokwialnie szlag trafił! Jak już znaleźliśmy i kupiliśmy samochodzik jaki chciałam to zaczął się maraton po urzędach...Z braku czasu i zmęczenia samochód w ogóle mnie nie cieszył, tzn. cieszył, ale nie tak jak powinien (Teraz już w 100% jestem happy!).
     Do tego ostatni (już 3) tydzień dał mi popalić pod względem nauki do egzaminu ze statystyki i prawa - ale dałam rade na 4,5 i 5 :D. Teraz w końcu mam spokój, nasz tryb życia wrócił do normalności (z czego jesteśmy bardzo zadowoleni) i mogę się oddać pracy, błogiemu nic nierobieniu i ćwiczeniom - a więc wszystko jest tak jak być powinno. Kocham swoje spokojne poukładane życie i już nigdy nie pojadę kupować samochodu na takim spontanie :D

2 komentarze:

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie:):*